Mustang Boss 429 – Prawdziwa legenda

Wszystko zaczęło się od…. Chryslera. Dla Amerykanów wyścigi NASCAR to bez wątpienia najważniejszy sport samochodowy, dlatego też czołowi amerykańscy producenci robili absolutnie wszystko aby pokonać swoich konkurentów. Jednak w arsenale Chryslera od 1964 roku spoczywała prawdziwa wunderwaffe w postaci legendarnego silnika 426 HEMI. Jego nazwa pochodziła oczywiście od półkulistych komór spalania (hemispherical po angielsku oznacza półkolisty), a generowana przez ten motor ogromna moc oraz gigantyczny moment obrotowy sprawiały, że Fordy oraz Chevrolety zostawały daleko w tyle.

Oczywiście: żaden z wyżej wymienionych producentów nie miał zamiaru odpuszczać. Ford podszedł do sprawy bardzo poważnie i na sezon 1969 przygotował całkowicie nowy motor o pojemności 429 cali (7.0 L) który nazwany został Boss 429. Konstrukcyjnie bazował on na rozwierconym big-blocku z rodziny 385 i wyróżniał się m.in. aluminiowymi głowicami cylindrów z lekko półkolistymi, przypominającymi półksiężyc komorami spalania, aluminiowym kolektorem dolotowym, oraz kutym stalowym wałem korbowym. Oficjalnie podawano moc na poziomie 375 HP, jednak w rzeczywistości mogła dochodzić ona nawet do 500 HP.

Jednak przepisy NASCAR były jasne: należało najpierw sprzedać 500 „cywilnych” egzemplarzy seryjnych celem uzyskania homologacji . Na torach wyścigowych Boss 429 miał pracować pod maskami Fordów Torino Talladega (o których już pisałem), jednak jako bazę homologacyjną postanowiono wybrać… Mustanga.

Pamiętajmy, że Mustang w tamtym czasie nie startował w NASCAR, więc decyzja była dosyć nietypowa. Za jej podjęciem stał słynny Semon Emil „Bunkie” Knudsen, który na długo nie zagościł w koncernie Ford Motor Company. Jednak to właśnie jemu zawdzięczamy powstanie chyba najbardziej nietypowego oraz… mocno przecenianego seryjnego Forda Mustanga.

Wbrew pozorom upchanie tak dużego silnika jak Boss 429 pod maskę konika nie należało do zadań łatwych. W tym celu Ford zwrócił się do swojego ówczesnego partnera czyli firmy Kar Kraft, której siedziba mieściła się w mieście Brighton w stanie Michigan. Kar Kraft już wcześniej zajmował się startującymi w formule Trans Am Bossami 302 , dlatego też uznano, iż można na nich polegać. Ford wysyłał im po prostu niedokończone egzemplarze zwyczajnych Mustangów z nadwoziem Sportsroof (tak od 1969 roku oficjalnie określano Fastbacka) oraz silniki: zadaniem podwykonawcy było poskładać to wszystko do kupy. Tak jak wspomniałem przed chwilą proces ten charakteryzował się dosyć sporym stopniem skomplikowania. Należało bardzo solidnie wzmocnić zawieszenie oraz nieco przeprojektować przód samochodu. Po umieszczeniu silnika okazało się, że nie ma zbyt wiele miejsca na wszelkie dodatki, dlatego też gotowe Mustangi Boss 429 były stosunkowo spartańskie: nie mogliśmy dostać klimatyzacji, a wspomaganie hamulców działało słabiej niż w innych konikach (na szczęście z przodu mieliśmy tarcze zamiast bębnów). Nawet akumulator przeniesiono do bagażnika. Do tego waga znajdującego się z przodu 7-litrowego potwora sprawiała, że nawet po zamontowaniu z tyłu stabilizatora poprzecznego te auta po prostu nie skręcały.

Z zewnątrz Mustang Boss 429 także niewiele się wyróżniał względem zwyczajnego Sportsroofa. Najbardziej widoczną zmianą było zastosowanie gigantycznego wlotu powietrza na masce, montaż przedniego spojlera, oraz przytwierdzenie plakietek „BOSS 429”. Klient miał do wyboru pięć kolorów nadwozia: Raven Black, Black Jade, Wimbledon White, Royal Maroon i Candy Apple Red. Standardowo montowano felgi Magnum 500 „obute” w opony Goodyear Polyglas F60x15.
We wnętrzu Boss 429 oferował dodatkowo obrotomierz wyskalowany do 8000 RPM. Kierownica całe szczęście posiadała wspomaganie. Jedyną stosowaną skrzynią biegów był 4-biegowy manual.

No, ale to są rzeczy drugorzędne ponieważ przede wszystkim liczą się osiągi, prawda? W końcu po coś wsadzono tam wielkiego 429 oraz zamontowano sportowy dyferencjał Traction-Lok. Niestety: prawda jest taka iż te samochody wcale nie były szybkie. W rzeczywistości Mustang Boss 429 mógł zostać objechany przez teoretycznie słabszego Mach 1 albo Bossa 302. Problem leżał w silniku, bowiem w wersjach drogowych zastosowano dosyć kiepski (jak na taki samochód) wałek rozrządu oraz bardzo mały 4-gardzielowy gaźnik Holley 735 CFM (Boss 302 miał większego 780 CFM). W konstrukcji zadbano nawet o ograniczenie emisji spalin, tak więc wszyscy kupujący Bossa 429 z myślą o doskonałych osiągach mogli poczuć rozczarowanie. Osiągnięcie 60 mph (97 km/h) zajmowało aż 6.8 sekundy, a pokonanie 1/4 ponad 14 sekund. Początkowo silniki tych samochodów miały także paskudną przypadłość: sprężyny zaworowe nie wytrzymywały obrotów większych niż 4500 RPM. To wszystko złożyło się na fakt, iż Boss 429 nigdy nie stał się równie legendarny co 426 HEMI. Z drugiej jednak strony: Fordy Torino z tym silnikami w wersji wyścigowej po prostu niszczyły samochody Chryslera do czasu wprowadzenia Dodge’a Daytony i Plymoutha Superbirda.

Ford Mustang Boss 429 pojawił się jeszcze w roku 1970 i poza zmienionym nieco nadwoziem, nową paletą kolorów (Grabber Orange, Grabber Green, Grabber Blue, Calypso Coral i Pastel Blue) oraz kilkoma ulepszeniami natury mechanicznej niewiele różnił się od widocznego na zdjęciu rocznika 1969.

Reasumując: wbrew pozorom Boss 429 wcale nie był najlepszym Mustangiem przełomu lat 60-tych i 70-tych. Mimo to zważywszy na fakt iż powstało ich bardzo niewiele (po ok. 500 sztuk każdego rocznika) oraz to, że pod ich maskami pracowały największe silniki jakie kiedykolwiek znalazły się pod maską seryjnego Mustanga sprawia, że na aukcjach osiągają zawrotne ceny (od 200 000 USD do 400 000 USD). W końcu są na swój sposób bardzo wyjątkowe.

Krystian Pyszczek

Więcej moich opisów amerykańskich aut znajdziesz na mojej stronie FB – LINK

Jeśli zainteresował Cię ten Mustang to polecam odcinek Jay Leno’s Garage z Bossem 429ci:

 

DOŁĄCZ DO NASZEGO NEWSLETTERA
I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )
Chcesz kupić amerykańskiego klasyka? Zostaw adres e-mail a nie ominie Cię żadna okazja!
Każdego tygodnia w Stanach pojawia się kilka wyjątkowych okazji klasyków. Wiele z nich znika z lokalnego portalu ogłoszeniowego tego samego dnia. Sztuka polega na tym, żeby być pierwszym który kontaktuje się właścicielem.